Pechowe środy i w sumie nic

Środa, środa, środa. Zwykły dzień tygodnia. Pozornie. W ten środkowy dzień pracowniczego tygodnia zawsze mam drugie zmiany. Tegoż cudownego dnia domownicy wybywają do pracy i szkoły a ja, cóż ja, trochę odpoczywam, trochę sprzątam, gotuje. Ogólnie mam trochę czasu dla siebie, w samotności. Uwielbiam środy ale tylko do godziny 11. Po tej nieszczęsnej godzinie zaczyna się pech jakiś. Chyba muszę zacząć jeździć autobusem. U mnie w mieście ścieżki rowerowe stały się miejscem spacerów rodzin i są totalnie nieprzejezdne a codziennie mijam kobietę, która puszcza dzieci na bieganie tylko po ścieżce rowerowej i sama idzie chodnikiem a potem obraża każdego rowerzystę, który prosi o zabranie dzieci ze ścieżki ze względu na ich bezpieczeństwo. Mimo listopada dalej bardzo dużo rowerzystów śmiga sobie po ścieżkach.

Zyskałam ogromną cierpliwość dzięki temu i dzięki pracą nad sobą. Zawsze sobie myślę, że "a tam, zaraz sobie dojadę gdzieś, nie będę o tych ludziach pamiętać a mi nic się nie stanie jak zahamuję i poczekam aż sobie zejdą ze ścieżki. Szybko mi wszystko mija i jakoś specjalnie nie rozpamiętuję takich sytuacji chyba, że się cyklicznie powtarzają i nie mają one wpływu na moje samopoczucie w ciągu dnia. Aktualnie jestem poobijana ale sprawna, po zderzeniu z samochodem bo oboje jechaliśmy powolutku. Kompletnie nic złego się nikomu nie stało, więc poobijana i spóźniona dojechałam do pracy. Mega słodkie tego dnia było to, że koledzy i koleżanki z pracy bardzo mnie wspierali i naprawili mi rower. Uwielbiam tych ludzi 😍 Będę musiała im upiec jakieś wspaniałe ciacho 😋.

Poza tymi środami, gdzie zawsze coś się zawali , zepsuje, zmarnuje to jest całkiem sympatycznie. Lubię swoją pracę, chociaż wiadomo, że lepsze pieniądze zawsze by się przydały ze względu na rosnące koszty życia i leczenia. Tylko nie mam pojęcia czemu mój organizm musi wewnętrznie się denerwować na pracę. W weekendy śpię wspaniale, wysypiam się, w piątki po pracy około godziny 19 jestem już gotowa do spanka i sobie odsypiam tydzień bo w tygodniu budzę się po kilka razy w nocy albo po prostu nie mogę zasnąć. Kolega z pracy nawet zasugerował, że z baby wodnej zmieniam się w babę cmentarną. Śmiem przyznać mu rację. Nie martwcie się, zawszę się tak lubimy cisnąć. 😂 Chociaż zawsze o sobie myślałam, że jestem okropną marudą. Ale taką totalnie okropną marudą. Taką, że nawet starsze panie nie potrafią mnie przebić. Natomiast ten kolega, z którym de facto codziennie pracuję i razem mamy zmiany to…

A tak kompletnie zmieniając temat. Kawa. Zazwyczaj piję czarną, gorzką. Tak, żeby sobie dodatkowych kalorii nie dodawać i nie toleruję niestety mleka krowiego. I kupiłam sobie cynamonowy napój roślinny. Tak, żeby poczuć bardziej jesieniarskość i cozy klimacik. I tak powstało moje uzależnienie. Kawka z tym mleczkiem jest przepyszna! Szybko schodzi bo i kawkę z tym piję i kakao sobie pyszniutkie zrobiłam, owsianki. Nawet mój mąż, typowo mleczny człowiek, chętnie piję kawkę roślinną. 😍 Jeszcze będą z niego ludzie 😂

Tym oto środowo kawowym akcentem kończymy na dziś😋 Papa

Komentarze

Ładuję komentarze…